niedziela, 11 kwietnia 2010
środa, 7 kwietnia 2010
żonkile
-Słuchaj, kupiłam tu przed Wielkanocą żonkile. I one jakieś dziwne są.
- ??? znaczy jakie? stare?
- Nie, dziwne. Wyglądają jak nie żonkile!
- To jak wyglądają?
- Bulwiasto!
- A to chyba żółte tulipany to były. (mamy takie pełne, bulwiaste właśnie)
- Nie, to były żonkile. O te, te tu żonkile. (wskazuje na tulipany w chłodni)
Po kilku minutach.....
-A to tu, to żonkile są?
-Tak.
-To poproszę.
Rozmowa w języku islandzkim. Moje partie po polsku brzmią bujnie podczas gdy w orginale dukam coś, ale sens jest taki właśnie :)
- ??? znaczy jakie? stare?
- Nie, dziwne. Wyglądają jak nie żonkile!
- To jak wyglądają?
- Bulwiasto!
- A to chyba żółte tulipany to były. (mamy takie pełne, bulwiaste właśnie)
- Nie, to były żonkile. O te, te tu żonkile. (wskazuje na tulipany w chłodni)
Po kilku minutach.....
-A to tu, to żonkile są?
-Tak.
-To poproszę.
Rozmowa w języku islandzkim. Moje partie po polsku brzmią bujnie podczas gdy w orginale dukam coś, ale sens jest taki właśnie :)
wtorek, 23 marca 2010
buch buch wybuch(ł)
Wulkan wybubuchł. Na lodowcu Eyjafjallajökull, po prawie 200 latach przerwy bucha wulkan.
O tym, że coś się dzieje dowiedziałam się "z Polski", bo forumowa koleżnaka zapytała o mruczenie wulkanu. Sprawdziłam. Mruczał faktycznie. Zapakowali się więc my i pojechali, zabierając po drodze jeszcze kilka osób. Jechaliśmy 200 km by dać się spisać policji, wysłuchać wykładu służb ratowniczych, obejrzeć po ciemku wąwóz z najstarszą jarzębiną na Islandii a na koniec wdrapać się o 3 nad ranem na górę i robić oczy wielkie jak spodki :). W odległości 10-15 kilometrów oglądaliśmy "erekcję". Wiało nieprzeciętnie, dlatego też i zdjęcia takie machnięte są. Wrażenia niezapomniane.
A tu jest artykuł kierowany do Polonii, hih czasem trzeba na głos czytać by zrozumieć o co cho.
http://visir.is/article/20100321/FRETTIR01/295441338



O tym, że coś się dzieje dowiedziałam się "z Polski", bo forumowa koleżnaka zapytała o mruczenie wulkanu. Sprawdziłam. Mruczał faktycznie. Zapakowali się więc my i pojechali, zabierając po drodze jeszcze kilka osób. Jechaliśmy 200 km by dać się spisać policji, wysłuchać wykładu służb ratowniczych, obejrzeć po ciemku wąwóz z najstarszą jarzębiną na Islandii a na koniec wdrapać się o 3 nad ranem na górę i robić oczy wielkie jak spodki :). W odległości 10-15 kilometrów oglądaliśmy "erekcję". Wiało nieprzeciętnie, dlatego też i zdjęcia takie machnięte są. Wrażenia niezapomniane.
A tu jest artykuł kierowany do Polonii, hih czasem trzeba na głos czytać by zrozumieć o co cho.
http://visir.is/article/20100321/FRETTIR01/295441338



wtorek, 23 lutego 2010
ot się stało :)
Narcystycznie będzie. Bo i narcystycznie chyba myślałam, że wraz ze zmianą cyferki z przodu mego wieku, zmieni się coś jeszcze. Fakt, po przyjrzeniu się wczorajszym zdjęciom zrobionym na urodzinowym spacerze ujawniły się pognieciuchy na paszczy. Podejrzewam jednak, że one już tam wcześniej były a teraz to mi tylko język pokazały. No i nie zmieniło się nic poza rosnącymi rachunkami, podrożeniem paliwa i otrzymanymi prezentami. :)
A tam niżej to ja i znaleziona łódka :)


A tam niżej to ja i znaleziona łódka :)


piątek, 15 stycznia 2010
Przejaśnia się nadal
Już trochę dłużej jest widno i trochę krócej ciemno. Ot odkrywczo się napisało.
Dziś jestem odkrywcza wielce. Okryłam, że Daisy pisze nie od wczoraj. Czyli że przegapiłam 4 (cztery) lata. Weszłam tu sobie dziś z zamiarem napisania o przejaśnianiu, a wsiąkłam w Daisowo. Przeczytałam ciurkiem jak leci aż o połowy 2009. miałam nawet chęć napisać zażalenie, że braki wykryłam w wątkach, ale poraz kolejny odkrywcza moc mnie dopadła, że prawa do zażaleń nie posiadam. W przełknięciu tego pomógł mi bimber z sokiem pomidorowym.
U nas nadal się przejaśnia. Jest trochę jaśniej :)
Choinka już sobie poszła, a raczej odskakała. Bo tu taki zwyczaj, że wszyscy choinki wywalają na ulicę a potem służby je sprzątają. My z NieWikingiem to jednak mamy polskość pod skórą bo choinkę wynieśliśmy pod osłoną nocy, coby nas nikt za zaśmiecanie nie złapał. NW ubrał się na czarno coby go widać nie było. Ja wystąpiłam w białej piżamie w niebieskie gwiazdki, czarnych nowych (hurrra) martensach, w kremowej kurtce letniego wypasu i czapie ruskiej. Jak mnie NW zobaczył to stwierdził, że na mózg mi coś poszkodziło i że nawet Tubylcy by paszcze rozdziawili na ten mój strój wyjściowy. Więc wyszliśmy połowicznie tajni, z ususzoną choinką w garści. Wiatr nas pchał (wiało z 50km na godz), szliśmy prawie biegiem, śmiejąc się, że powtarzamy ten sam numer co w zeszłym roku z tą róznicą, że tym razem ja mało tajnie się odziałam. Doszliśmy do miejsca porzucenia. NW podrzucił koleżankę choinkę a ona zamiast spaść i leżeć poleciałaaaaaaaa odbijając się co kilka metrów i dalej frrrruuuu. Trochę mi żal było drapaka a NW ... kwiczał. Po prostu kwiczał. Ze śmiechu. Tajność więc całkiem wzięła w łeb bo biegliśmy za tym podskakującym "drzewem", co chwilę łamiąc się w pół i machając paluchami i pokazując sobie nawzajem latające drzewko świąteczne. Za nami Rude cwałowało i japę darło jak tylko Rude potrafi, czyli jakby był najnieszczęśliwszym kotem pod słońcem. Przebiegliśmy takim korowodem jakieś 600 metrów, choinek skęcił na podwórko sąsiada i utknął. NieWiking wbrew moim ostrzegawczym sykom poszedł na pomoc już ogołoconej choince, ta znów poleciała przez ulicę, przez rondo i za wał przeciw wiatrowy. NW wracał znów w skłonie .... ja zgubiłam czapkę, znaczy wiatr mi porwał, NW kwiczał, ja goniłam czapkę, Rude się darło. Tajna akcja. Na dodatek porysowałam na schodach nowego martensa!
Przejaśnia się
:)
Dziś jestem odkrywcza wielce. Okryłam, że Daisy pisze nie od wczoraj. Czyli że przegapiłam 4 (cztery) lata. Weszłam tu sobie dziś z zamiarem napisania o przejaśnianiu, a wsiąkłam w Daisowo. Przeczytałam ciurkiem jak leci aż o połowy 2009. miałam nawet chęć napisać zażalenie, że braki wykryłam w wątkach, ale poraz kolejny odkrywcza moc mnie dopadła, że prawa do zażaleń nie posiadam. W przełknięciu tego pomógł mi bimber z sokiem pomidorowym.
U nas nadal się przejaśnia. Jest trochę jaśniej :)
Choinka już sobie poszła, a raczej odskakała. Bo tu taki zwyczaj, że wszyscy choinki wywalają na ulicę a potem służby je sprzątają. My z NieWikingiem to jednak mamy polskość pod skórą bo choinkę wynieśliśmy pod osłoną nocy, coby nas nikt za zaśmiecanie nie złapał. NW ubrał się na czarno coby go widać nie było. Ja wystąpiłam w białej piżamie w niebieskie gwiazdki, czarnych nowych (hurrra) martensach, w kremowej kurtce letniego wypasu i czapie ruskiej. Jak mnie NW zobaczył to stwierdził, że na mózg mi coś poszkodziło i że nawet Tubylcy by paszcze rozdziawili na ten mój strój wyjściowy. Więc wyszliśmy połowicznie tajni, z ususzoną choinką w garści. Wiatr nas pchał (wiało z 50km na godz), szliśmy prawie biegiem, śmiejąc się, że powtarzamy ten sam numer co w zeszłym roku z tą róznicą, że tym razem ja mało tajnie się odziałam. Doszliśmy do miejsca porzucenia. NW podrzucił koleżankę choinkę a ona zamiast spaść i leżeć poleciałaaaaaaaa odbijając się co kilka metrów i dalej frrrruuuu. Trochę mi żal było drapaka a NW ... kwiczał. Po prostu kwiczał. Ze śmiechu. Tajność więc całkiem wzięła w łeb bo biegliśmy za tym podskakującym "drzewem", co chwilę łamiąc się w pół i machając paluchami i pokazując sobie nawzajem latające drzewko świąteczne. Za nami Rude cwałowało i japę darło jak tylko Rude potrafi, czyli jakby był najnieszczęśliwszym kotem pod słońcem. Przebiegliśmy takim korowodem jakieś 600 metrów, choinek skęcił na podwórko sąsiada i utknął. NieWiking wbrew moim ostrzegawczym sykom poszedł na pomoc już ogołoconej choince, ta znów poleciała przez ulicę, przez rondo i za wał przeciw wiatrowy. NW wracał znów w skłonie .... ja zgubiłam czapkę, znaczy wiatr mi porwał, NW kwiczał, ja goniłam czapkę, Rude się darło. Tajna akcja. Na dodatek porysowałam na schodach nowego martensa!
Przejaśnia się
:)
niedziela, 13 grudnia 2009
Przejaśnia się
czwartek, 26 listopada 2009
no i huk (hók, chuk, chók)
Miała być notka "ciąg dalszy" ale niestety zaraz po pierwszym, nastrój opadł to i wena opadła. Z serca wychodzi tylko w "momentach". No nic to, trudno się mówi.
Mam obawy blogowe, że "nie daj może" znajome Islandki śledzą mego bloga i sobie go tłumaczą w googlowym narzędziu. Powstrzymuje mnie to przed ulaniem, a to że googlowy tłumacz tłumaczy kiepsko to mnie nie pociesza bo jednak coś tłumaczy i można skumać. Musiałabym pisać slangiem, chyba.
No w każdym razie rzecz wygląda tak, że wnerwia mnie dużo rzeczy a wychodzi na to, że najbardziej wnerwia mnie to co się dzieje z powodu moich złych decyzji, albo złych reakcji, albo roztargnienia albo jeszcze innych wad ukrytych. Gwarancja na mnie się skończyła jakiś czas temu, więc nawet nie mam do kogo zażaleń pisać na taki bubel jak ja. Postanowiłam więc popracować nad osobowośią i szukam w necie, Ci ja Panie, o asertywności i takie tam. No i tylko wstępy są a potem to "kup książkę".
Chyba sobie bloga hasłowego utworze coby się wylać móć, ale nie chce mi się dwóch pilnować, poza tym na drugim tylko ulewałki by były......ehhhhh panie tego, tak źle i tak nie dobrze. A pan doktor dobrze prawił, jak na ból w szyi prozac zalecał.
Dla poprawy wyglądu notki się pochwalę, tym co z NieWikinkiem ukręciłam ostatnimi czasy.















a na koniec mniam :)

Mam obawy blogowe, że "nie daj może" znajome Islandki śledzą mego bloga i sobie go tłumaczą w googlowym narzędziu. Powstrzymuje mnie to przed ulaniem, a to że googlowy tłumacz tłumaczy kiepsko to mnie nie pociesza bo jednak coś tłumaczy i można skumać. Musiałabym pisać slangiem, chyba.
No w każdym razie rzecz wygląda tak, że wnerwia mnie dużo rzeczy a wychodzi na to, że najbardziej wnerwia mnie to co się dzieje z powodu moich złych decyzji, albo złych reakcji, albo roztargnienia albo jeszcze innych wad ukrytych. Gwarancja na mnie się skończyła jakiś czas temu, więc nawet nie mam do kogo zażaleń pisać na taki bubel jak ja. Postanowiłam więc popracować nad osobowośią i szukam w necie, Ci ja Panie, o asertywności i takie tam. No i tylko wstępy są a potem to "kup książkę".
Chyba sobie bloga hasłowego utworze coby się wylać móć, ale nie chce mi się dwóch pilnować, poza tym na drugim tylko ulewałki by były......ehhhhh panie tego, tak źle i tak nie dobrze. A pan doktor dobrze prawił, jak na ból w szyi prozac zalecał.
Dla poprawy wyglądu notki się pochwalę, tym co z NieWikinkiem ukręciłam ostatnimi czasy.















a na koniec mniam :)

Subskrybuj:
Posty (Atom)


